'); document.write('<\/script>');
Visit Citebite Deep link provided by Citebite
Close this shade
Source:  http://wyborcza.pl/1,75475,7226314,Balcerowicz__uwolnic_kulture.html?as=2&ias=2&startsz=x
');
http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Balcerowicz: uwolnić kulturę

Rozmawiał Roman Pawłowski
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-05 18:21

Problem w tym, że prywatni przedsiębiorcy kierują się zyskiem. A to oznacza schlebianie masowym gustom.

- Jako demokrata waham się z lekceważeniem gustów masowych. Nie znaczy, że się z nimi zawsze zgadzam. Nie chcę jednak wpadać w poczucie snobistycznej wyższości wobec przeciętnego człowieka, który kupuje sensacyjną książkę czy bilet na popularny film. Można próbować wpływać na preferencje masowego odbiorcy.

Często odbiorca jest pozbawiony wyboru, bo w jego księgarni są tylko poradniki i bestsellery. A gust ma ukształtowany przez telewizję i reklamę.

- No to dochodzimy do dyskusji o istocie kapitalizmu: czy polega on na tym, że za pomocą technik marketingowych manipuluje odbiorcami, czy też istnieje coś, co się nazywa w ekonomii suwerennością konsumenta. Nieżyczliwi obserwatorzy kapitalizmu upierają się, że producenci za pomocą reklamy ogłupiają odbiorcę i wyższą kulturę musi mu wtłaczać państwo. Ja wierzę w suwerenność ludzi i ich decyzji.

Nie jest tak, że jeśli coś przynosi zysk, to jest z definicji złe. Złe jest coś, co jest związane z systematyczną stratą. To życie na koszt innych.

Miasto Warszawa dopłaca do jednego biletu teatralnego od 70 do 400 zł. Czy to jest strata?

- A czy te pieniądze nie trafiają do ludzi o wyższym niż przeciętny dochodzie? Prawdopodobnie tak. To znaczy, że biedniejsi finansują konsumpcję bogatszych. To mniej więcej tak, jakby subsydiować bilety samolotowe.

Ale z lotu samolotem nie wynika nic dla wiedzy o człowieku i świecie, a ze spektaklu teatralnego - dużo.

- Jak to nie wynika! A poznawanie świata?

Chce pan porównać turystyczną wycieczkę do ciepłych krajów ze spektaklem Lupy? Kultura jest dobrem publicznym.

- Termin "dobro publiczne" ma ścisłe znaczenie w naukach społecznych. To takie dobro, za które nikt nie jest w stanie indywidualnie zapłacić. Takim dobrem jest głównie obrona narodowa, bo czołgu każdy nie będzie miał. Większość innych dóbr to są w świetle definicji naukowej dobra prywatne.

Powszechne używanie terminu "dobro publiczne" jest retorycznym chwytem, że skoro coś nazwiemy publicznym, to muszą na to być publiczne pieniądze. Każda dziedzina używa zaklęć, aby zdobyć więcej pieniędzy z budżetu, czyli od innych ludzi - podatników
.

Dlaczego więc konstytucja wśród obowiązków państwa wymienia upowszechnianie kultury zaraz po obronie granic, zapewnieniu wolności i bezpieczeństwa obywateli?

- W konstytucji są zapisy deklaratywne, z których nie wynikają konkretne rozwiązania. Konstytucja nie mówi nam, jak mają być zorganizowane teatry czy kształtowane ich budżety.

To jakie rozwiązania są pana zdaniem dobre dla polskiej kultury?

- Zgadzam się z większością propozycji prof. Hausnera, jeśli chodzi o zasady organizacji i finansowania, tak jak się zgadzałem z jego programem uzdrowienia finansów publicznych. Rozmowy z wybitnymi twórcami uświadomiły mi, jak wielkie są rozmiary absurdu w niektórych instytucjach państwowych. Trzeba rozluźnić gorset regulacyjny w instytucjach, aby efektywniej wydawać pieniądze publiczne. Potrzebny jest pluralizm źródeł finansowania wszędzie tam, gdzie osoby prywatne mogą współfinansować kulturę. Trzeba przy tym rozróżniać te gałęzie kultury, które mają szanse utrzymać się z pieniędzy odbiorców i sponsorów, i te, które wymagają wsparcia podatników.

Co pan sądzi o finansowaniu polskiego kina przez nadawców telewizyjnych i dystrybutorów? Twórcy tego mechanizmu uważają go za wielki sukces.

- Wielki sukces, że wydarto kolejny podatek.

Pan jest przeciw?

- To droga do tego, aby każda dziedzina miała odrębne podatki. Gdyby to się upowszechniło, mielibyśmy chaos w budżecie i kompletne usztywnienie wydatków.

Ale czy to rozwiązanie nie spełnia pańskiego postulatu, aby kulturę uwolnić od zależności polityczno-biurokratycznych? To przecież sami przedsiębiorcy - właściciele kin, stacji telewizyjnych i sieci kablowych - składają się na produkcję filmów, które potem mogą wyświetlać z zyskiem. W Polsce powstaje dzisiaj dwa razy więcej filmów niż przed utworzeniem PISF, a krytyka i publiczność uważają, że są one lepsze.

- Nie wiem, czy to rezultat tego rozwiązania. Nie mylmy przymusu z solidarnością, tak jak nie mylmy socjalizmu z wolnością. W gruncie rzeczy jest to ukrywanie podatków. Dystrybutorzy, którzy płacą tę daninę, przerzucają ją przecież na konsumenta.

Obserwatorium Kultury wystąpiło z propozycją utworzenia kolejnych branżowych instytutów, które miałyby finansować różne dziedziny twórczości z opłat od przemysłów kultury. To dobry kierunek?

- Zły, bo oznaczałby, że mnożymy nowe rodzaje podatków.

Prof. Hausner proponuje jednoprocentowy odpis od podatku od osób prawnych CIT. Ktoś obliczył, że kultura miałaby z tego zaledwie 80 mln zł rocznie, mniej niż 1 proc. dotychczasowych publicznych nakładów.

- Panie redaktorze, specjalistów od tego, że czegoś się nie da, jest w Polsce bardzo dużo i uważam, że trzeba zmniejszać ich liczbę. W 1989 r. wielu ludzi mówiło, że się nie da. Gdybym ich wtedy słuchał, to nic by nie wyszło z naszych reform. Da się, ale niekiedy tylko stopniowo.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4,7

3 głosy